Czyli nudny epos o niczym
RSS
wtorek, 07 sierpnia 2007
Organizacyjnie

        Powodowany naglącą chęcią zmiany na blogu czegoś równie nieistotnego, jak kolejne sto milionów Chińczyków, zmieniłem szablon. Wszystkich czytelników proszę o wystawienie pod tą notką komentarza zawierającego wszelkie uwagi odnoszące się do nowego wyglądu Robsonady – jeżeli większość stwierdzi, że stary image był czytelniejszy czy ogólnie lepiej wam pasował – powrócę do niego. Cenne dla mnie są też wszelkie propozycje, pomysły i sugestie dotyczące zarówno treści notatek, jak i wyglądu bloga.

 

 


 


22:53, robson_117
Link Komentarze (1) »
Blogowanie, czyli intelektualny mezalians

    Blogi są żałosne. Żałosne i smutne.

 

        Te nieco poważniejsze prowadzone przez niedowartościowanych twórców szukających spełnienia w rzeczywistości wirtualnej. Samotni w wielkim tłumie, niezdecydowani na życie. Ludzi kreujących samych siebie jeszcze bardziej niż inni zjadacze chleba, łaknący niczym krowa trawy zrozumienia i docenienia. Postacie usiłujące za wszelką ceną pokazać swoje jakże niezależne oraz oryginalne poglądy i myśli, jakże oczywiście niespotykane, niebanalne, inne od innych. Przesycone lotną ironią i sarkazmem, przeplatane ułudnym poczuciem własnej inteligencji i racji. Wstyd zgodzić się z prawdą przyjętą, z czymkolwiek utartym w niepisanych kodeksach obyczajowości. No bo jak, przecież są oryginalni, niewtłaczalni w przeciętność, niepowtarzalni – niezależnie od rzeczywistych poglądów chcą pozostać przede wszystkim sami dla siebie wyjątkowi. Bo na wyjątkowość jest popyt. Dziś każdy za wszelką cenę chce być widoczny wśród tłumu jak gówno na dywanie w Mariocie. Oryginalność i nieprzeciętność jest bardzo chodliwym towarem.

I najgorsze jest to, że ciężko mieć o to do nich pretensje.

 

 
        Te nieco mniej poważne blogi prowadzone są przez nastolatki pozbawione życia emocjonalnego, z mózgami zdegenerowanymi przez pokemony i Tokio Hotel. Opisujące kolejne dni z ich życia, w których najdonioślejszym wydarzeniem godnym upamiętnienia ku potomnym było zabicie samicy komara. Nieokiełznane futurystki, za nic mające jakiekolwiek zasady stylistyki, ortografii czy interpunkcji. One się nie kreują, bo problemy egzystencjonalne są dla nich czymś równie niewiadomym jak ruch infinitezymalny. One nie mają problemów z określeniem siebie, odnalezieniem własnego jestestwa w labiryncie złudzeń codzienności i innych pierdół.

I najgorsze jest to, że nie można mieć o to do nich pretensji. Większość z tego wyrośnie, a jeżeli nie, będą stanowiły przyjemną odmianę wśród pokolenia wykształciuchów.

 

 
        Autor tej notki, jak z dumą nazywa sam siebie, nie dementuje swojego przynależenia do którejkolwiek z wymienionych grup. Nie odżegnuje się od własnego kreatorstwa, udawania, czerpania pełnymi garściami z pomysłów czy stylu jemu podobnych. Nie twierdzi że jest inny niż inni, a nawet inni niż inni od innych – choć oczywiście chętnie byłby tak widziany przez innych. Nie ma pomysłów, poczucia humoru, własnego zdania i lewego oka. Ulega wpływom innych w równym stopniu, co zdecydowana większość społeczeństwa. Mógłby napisać, że stara się odnaleźć własne ja - skłamałby. Tak naprawdę nawet nie chce mu się szukać, więc pozostanie przeciętnym, banalnym, nie kontrowersyjnym licealistą.                                   

I może wtedy, o przekoro losu, będzie naprawdę wyróżniał się z otoczenia.

 

        Notatka pełna goryczy, spisana w porze przed obiadowej. Autor uprasza nie tworzenia żadnych portretów psychologicznych i życzy smacznego. Wyraża nadzieję, iż obiad będzie równie apatyczny jak dochodzące z kuchni zapachy.


Poniżej umieszczam odnośniki do kilku blogów.

         Ich codzienna lektura dostarcza mi niezapomnianych doznań intelektualnych, zmusza do głębokich refleksji i melancholii, powoduje wyraz nieustannego zamyślenia na twarzy. Jestem przekonany, że także dla Was staną się cenną strawą dla spragnionego umysłu, zapadając w pamięć i duszę. *

* Autor nie bierze na swoje wątłe barki odpowiedzialności za urazy psychiczne, fizyczne i hormonalne odniesione wskutek treści.

 

        Czasami jednak dzięki tego typu tym stronom łapię dystans do świata i do siebie. To także dzięki nim umiem się śmiać ze świata, pozostając dla siebie jego najzabawniejszym elementem.

22:38, robson_117
Link Komentarze (2) »
środa, 25 lipca 2007
Pierwsze wrażenie
Pierwsze Wrażenie
 


    Dzisiaj jest dobry dzień na pisanie. Wystukałem 9 stron fanfika SW i nie skończyłem, a miało być krótkie opowiadanie.

 


    Wakacje, morze tematów do poruszenia. Tylko że z tego wielkiego oceanu trudno wyłowić coś sensownego o 2:17 w nocy.

 


    Chciałoby się napisać coś głębokiego, poruszyć zatwardziałe serca i dusze, zrzucić okowy zniewalających stereotypów i uprzedzeń, podnieść burzą ognistych słów rewolucję w umysłach maluczkich, podeptać i w pył obrócić granice poznania.

 

 

Tymczasem będzie o dupach.

 

 

    Zasadniczo kobiety dzielimy na atrakcyjne i na hamburgery. Można wprowadzać rozmaite podziały według inteligencji, koloru włosów, wagi, szeroko rozumianego wyposażenia wewnętrznego i zewnętrznego czy jakości gotowanego przez nie żarła. Tylko że niemalże wszystkie kryteria w mniejszym czy większym stopniu sprowadzają się do kwestii oceniania wyglądu według przyjętej skali, doświadczenia i własnych upodobań/zboczeń (właściwe skreślić i zamazać, tak dla przekory).

Niech podniosą larum feministki, niech grzmią moraliści - ocenialiśmy, oceniamy i będziemy oceniać po wyglądzie - kobiety, mężczyzn, psy i biedronki. I już słyszę oburzeniem przepełnione głosy, czuję nienawistny wzrok feministek. Oceniamy po wyglądzie, ufamy jak cholera swojemu pierwszemu, chociażby i mylnemu wrażeniu. Słyszymy setki razy mądre przysłowia w stylu - "pozory mylą", ale zawsze chcemy się przekonać o tym sami.

Kojarzycie siostrę Magdę z "daleko od noszy" ?

 

Oceniam ludzi po wyglądzie i pierwszym wrażeniu. Ocena wyglądu, wyciągnięcie wniosków, potem czas na pierwsze spojrzenie w oczy, pierwszą rozmowę i pierwsze następne powitane.

I nie pamiętam, żeby ktoś jakoś szczególnie wyłamał się z ramki, w którą go wsadziłem po pierwszych kilkunastu minutach rozmowy. Bynajmniej, w moim krótkim życiu nie trafiłem jeszcze na prawdziwego gada, obrzydliwca fałszywego, który celowo chciałby być umieszczonym w nieodpowiedniej ramie, na osobę którą bym znienawidził. Na razie o takim uczuciu czytam sobie tylko w książkach i oglądam w telewizji, i daj Panie Boże żeby tak pozostało jak najdłużej.

Nie twierdzę, że oceniam ludzi ( w szczególności kobiety ) kierując się głównie urodą. Wygląd to nie tylko uroda, śmiem twierdzić że przy pierwszym spotkaniu sama uroda odgrywa raczej pośrednią role. Decydują drobiazgi: uczesanie, wyraz oczu, ułożenie brwi i zmarszczek, grymasy, uśmiech i śmiech. Makijaż. Cała postać jest wtedy oceniana jednocześnie: ubiór, czystość, zapach/zapaszek, no i przede wszystkim postawa, poruszenie się. Nie jestem człowiekiem spostrzegawczym, do tego stopnia, że nie zauważam nowych mebli w pokoju. Chodzi o samo WRAŻENIE, które tworzą między innymi wymienione elementy. WRAŻENIE, które odbieramy raczej podświadomie, które początkowo nie jest analizowane. Wszystkie wspomniane czynniki mogą sprawić, że kobieta którą uznalibyśmy za brzydką, wywrze na nas pozytywne wrażenie samym wyglądem - teoretycznie będącym jej słabą stroną. Pomimo iż później wrażenie zostanie skorygowane do stanu faktycznego w stopniu proporcjonalnym do ilości czasu spędzonego z tą osobą, to jednak WRAŻENIE (to pierwsze, nie skorygowane) pozostanie na zawsze i może stanowić ważny element poznania człowieka. Oczywiście w drugą stronę maszynka działa podobnie, atrakcyjna kobieta może totalnie zepsuć sobie antre nieodpowiednim makijażem i krokiem wiejskiej furmanki przewożącej końskie łajno.

komentarz zbędny

 

Oceniam ludzi po wyglądzie i pierwszym wrażeniu. Ocena wyglądu, wyciągnięcie wniosków, potem czas na pierwsze spojrzenie w oczy, pierwszą rozmowę i pierwsze następne powitane.

Robię to jednak podświadomie. Podczas samego procesu poznawania nowej osoby nie analizuję jej wyglądu, nie wyciągam wniosków, nawet świadomie nie zwracam uwagi na "drobiazgi" ( chyba że postać jest fanem/fanką SW, wtedy z miejsca proponuję jej miejsce w moim sercu, zimną pepsi i pilot od telewizora ) Ale po zakończeniu procesu "pierwszego spotkanie" mam już gotowe WRAŻENIE danej osoby - bardziej emocjonalne i estetyczne niż psychologiczne.

 

Oceniam ludzi po wyglądzie i pierwszym wrażeniu. Ocena wyglądu, wyciągnięcie wniosków, potem czas na pierwsze spojrzenie w oczy, pierwszą rozmowę i pierwsze następne powitane.

Zauważyłem, że człowieka łatwo poznać po sposobie, w jaki się wita. Nie z osobami dobrze znanymi i często spotykanymi, lecz z tzw. "znajomymi", z którymi widujemy się od czasu do czasu na ulicy. Słowo wypowiedziane wtedy przez osobę, gest czy nawet spojrzenie jest całkiem wymiernym elementem oceny jej postaci.

Pod tym względem prezentuję się jako totalny skurczybyk, nie zauważając znajomych przechodzących mi pod nosem. Z tego miejsca przepraszam wszystkich, z którymi się nie przywitałem bo ich nie zauważyłem, i tych, z którymi się nie przywitałem, bo mi się nie chciało.

A ta co tu robi?!

 

Pomimo całego tego dumanie, ani ja nie zwracam większej uwagi na swój wygląd ( poza szczególnymi przypadkami ) ani też nie wyszukuję detali u innych. Mam jednak świadomość, że mimo iż nie będę potrafił opisać czy zapamiętać tych detali po spotkaniu, to one zadecydują o WRAŻENIU.

 

Zdarzają się rzadkie przypadki ludzi, którzy mają klasę. I wtedy nie zwracasz uwagi na szczegóły, bo wszystkie są całością - klasą. Nie będę się rozpisywać - jeżeli znasz taką osobę, wiesz o czym mówię.

 

Noc już późna, nawet sąsiadów pies stulił pysk. Godzina 3:06. Ciekawe co wyszło tam na górze, bo podczas pisania nic nie poprawiałem. Zważywszy na porę nie spodziewam się czegoś szczególnie senspwnego. O tej porze zamiast do Leclerka trafiłbym do Biedronki, co dla znających się na rzeczy jest hańbą.

Jakiś palant trzasnął klapą w kontenerze. Żeby mu się korniszony nie zakisiły w tym roku.

 

 
 

Dla kobiety, która ma najwyższą klasę.

M.

 

18:04, robson_117
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 maja 2007
Sny
Wierzycie w sny? Znaki, wróżby, drogowskazy? Miewacie takowe? Uważacie je za pieprzone znachorstwo, bzdury, bajdurzenie starych bab?
czwartek, 03 maja 2007
Raport WSI
Dzień z życia bez cywilizacji. Notatka legendarna, Nagroda Bookera lub Pulitzer gwarantowany.
niedziela, 29 kwietnia 2007
Fenomen Magdy M.
Według statystyk trzecią część oglądało około 3,1 miliona Polaków, sezon aktualny – już 4 miliony. We wtorkowe wieczory telewizja Piotra Waltera zdobywa ponad 28 % oglądalności, miażdżąc oferty konkurencyjnych kanałów ( ich oglądalność w tym czasie nie przekracza zazwyczaj 20 % ) Badania dowiodły, iż widzowie serialu są zróżnicowani pod niemal każdym względem – od wykształcenia po pozycje społeczną i materialną. Niemal, ponieważ około 70 % widzów to kobiety.